Jako, że dopiero zaczynam z blogowaniem, najbliższe kilka postów które będą miały na celu przybliżyć wam trochę moją osobę. W tym poście znajdziecie coś, co jest bardzo ważną częścią mojego życia, czyli moja ulubiona muzyka. Postaram się wypisać listę wykonawców, bądź albumów (to się chyba pokrywa) i napiszę o nich kilka zdań.
Declan McKenna - What Do You Think About the Car
W skrócie - za każdym z utworów albumu kryje się historia, którą naprawdę warto poznać.
Od strony muzycznej, album jest pełen świetnych kompozycji. Declan został nazwany przez Evening Standard nawet "głosem generacji", ale to tylko słowa - muzyka McKenna broni się wyśmienicie.
Paramore - After Laughter
Jednym słowem - charakterystyczna.
W kilku słowach - brzmieniowo ciekawa, niezwykle pozytywna i pozwalająca zadać sobie pytanie, co w dzisiejszych czasach nazywamy muzyką popową, a tekstowo najmroczniejszą w całym dorobku Paramore.
Kesha - Rainbow
Ten opis będzie trochę inny... Ten album można prosto skrócić - "od Donalda Trumpa do Country". Dlaczego? Keshę natchnęło do napisania albumu paskudna wypowiedź prezydenta USA "jeśli jesteś gwiazdą, kobiety pozwolą ci na wszystko. Złap je za..." - nie wypada mi chyba kończyć i nie warto przytaczać. W odpowiedzi artystka śpiewa "I'm a mother fuckin' bullet".
Kesha oficjalnie przyznała, że "Rainbow" to zlepek jej inpiracji. Faktycznie w jej najnowszych kompozycjach nie stroni od stylistyki Beatelsów, Iggy Popa, czy Dolly Parton. Wpływy country są chyba najlepiej słyszalne w albumie i wręcz dominują sam głos wokalistki.
Lorde - Melodrama
Choć mogłoby się wydawać, że krążek ten jest klasycznym "breakup albumem", wypełnionym smutnymi balladami o rozstaniach, wcale tak nie jest. Mówi o tym już otwierający zestaw singiel "Green Light". Owszem - tekst w pewnym sensie nawiązuje do miłosnych rozsterek, ale jest on wpisany w formułę tanecznego electro-popu. Dalsza część Melodramy jest natomiast jeszcze bardziej zaskakująca. Mamy tu oldskulowy soul ("Sober"), bujające R&B ("Homemade Dynamite"), zmysłowy electro-funk ("Loveless"), a nawet synth-wave ("Supercut"). Oczywiście nie brak w albumie także ballad, ale Lorde zadbała, aby były one nie tylko klasyczne w formie ("Writer in the Dark"), ale również nowoczescne ("Liability Reprise")
Halsey - Hopeless Fountain Kingdom
Ten album to odważny i ekspresywny manifest tożsamości artystycznej Halsey. Autorka miała ten krążek własny intrygujący pomysł, który za sprawą producenckich magików został zrealizowany całkiem sprawny. Jest to tzw. "concept album" który od pierwszej sekundy do odległego końca stanowi jedną spójną historię, urzeczywistnienie wielobarwnej koncepcji artystycznej wyrażoną za pomocą tekstów, wciągających melodii i żywych emocji.
BeMy - Grizzlin'
Declan McKenna - What Do You Think About the Car
W skrócie - za każdym z utworów albumu kryje się historia, którą naprawdę warto poznać.
Od strony muzycznej, album jest pełen świetnych kompozycji. Declan został nazwany przez Evening Standard nawet "głosem generacji", ale to tylko słowa - muzyka McKenna broni się wyśmienicie.
Paramore - After Laughter
Jednym słowem - charakterystyczna.
W kilku słowach - brzmieniowo ciekawa, niezwykle pozytywna i pozwalająca zadać sobie pytanie, co w dzisiejszych czasach nazywamy muzyką popową, a tekstowo najmroczniejszą w całym dorobku Paramore.
Kesha - Rainbow
Ten opis będzie trochę inny... Ten album można prosto skrócić - "od Donalda Trumpa do Country". Dlaczego? Keshę natchnęło do napisania albumu paskudna wypowiedź prezydenta USA "jeśli jesteś gwiazdą, kobiety pozwolą ci na wszystko. Złap je za..." - nie wypada mi chyba kończyć i nie warto przytaczać. W odpowiedzi artystka śpiewa "I'm a mother fuckin' bullet".
Kesha oficjalnie przyznała, że "Rainbow" to zlepek jej inpiracji. Faktycznie w jej najnowszych kompozycjach nie stroni od stylistyki Beatelsów, Iggy Popa, czy Dolly Parton. Wpływy country są chyba najlepiej słyszalne w albumie i wręcz dominują sam głos wokalistki.
Lorde - Melodrama
Choć mogłoby się wydawać, że krążek ten jest klasycznym "breakup albumem", wypełnionym smutnymi balladami o rozstaniach, wcale tak nie jest. Mówi o tym już otwierający zestaw singiel "Green Light". Owszem - tekst w pewnym sensie nawiązuje do miłosnych rozsterek, ale jest on wpisany w formułę tanecznego electro-popu. Dalsza część Melodramy jest natomiast jeszcze bardziej zaskakująca. Mamy tu oldskulowy soul ("Sober"), bujające R&B ("Homemade Dynamite"), zmysłowy electro-funk ("Loveless"), a nawet synth-wave ("Supercut"). Oczywiście nie brak w albumie także ballad, ale Lorde zadbała, aby były one nie tylko klasyczne w formie ("Writer in the Dark"), ale również nowoczescne ("Liability Reprise")
Halsey - Hopeless Fountain Kingdom
Ten album to odważny i ekspresywny manifest tożsamości artystycznej Halsey. Autorka miała ten krążek własny intrygujący pomysł, który za sprawą producenckich magików został zrealizowany całkiem sprawny. Jest to tzw. "concept album" który od pierwszej sekundy do odległego końca stanowi jedną spójną historię, urzeczywistnienie wielobarwnej koncepcji artystycznej wyrażoną za pomocą tekstów, wciągających melodii i żywych emocji.
BeMy - Grizzlin'
Nadszedł czas na coś "mojego", czyli coś francusko-polskiego.
Słuchając tego albumu nie poczujecie nudy. W "Time" usłyszycie elementy muzyki elektronicznej, w tytułowym kawałku zachwyci was perkusja, a w "Black Swan" będzie to bas i gitara. Dalej znajdziecie indie rockowe ballady i kawałki takie jak "Islands", które mogą się kojarzyć nawet z folkiem. Zachwyca nie tylko wykorzystanie możliwości instrumentów, ale także wokal. Mattia Rosiński (którego miałem okazję poznać) sprawdza się idealnie zarówno w smutnych piosenkach w których słyszymy jego szept ("Half of my Body"), jak i w kawałkach typu "Black Swan" w których udowadnia, że kiedy trzeba, potrafi też krzyczeć jak na rockmana przystało. Jego bratu należą się pochwały za kompozycję które głównie wyszły spod jego ręki. Ellie oprócz tego pisze też teksty. Jeżeli spodziewacie się tyko piosenek o miłości będziecie zaskoczeni - znajdziecie tutaj także historie o narkotykach, dzieciństwie, podróżach i złości.
Inne:
Lana del Rey - Lust for Life
Ralph Kamiński - morze
Troye Sivan - Blue Neighbourhood
MØ - No Mythologies to Follow
Dua Lipa - Dua Lipa
Disclosure - Caracal
Paramore - Riot!
Paramore - Paramore
LemON - Tu
I na zakończenie pozwolę dodać sobie dwie piosenki, które w kółko męczę:
Disclosure - Magnets ft. Lorde
P!nk - What about Us
Słuchając tego albumu nie poczujecie nudy. W "Time" usłyszycie elementy muzyki elektronicznej, w tytułowym kawałku zachwyci was perkusja, a w "Black Swan" będzie to bas i gitara. Dalej znajdziecie indie rockowe ballady i kawałki takie jak "Islands", które mogą się kojarzyć nawet z folkiem. Zachwyca nie tylko wykorzystanie możliwości instrumentów, ale także wokal. Mattia Rosiński (którego miałem okazję poznać) sprawdza się idealnie zarówno w smutnych piosenkach w których słyszymy jego szept ("Half of my Body"), jak i w kawałkach typu "Black Swan" w których udowadnia, że kiedy trzeba, potrafi też krzyczeć jak na rockmana przystało. Jego bratu należą się pochwały za kompozycję które głównie wyszły spod jego ręki. Ellie oprócz tego pisze też teksty. Jeżeli spodziewacie się tyko piosenek o miłości będziecie zaskoczeni - znajdziecie tutaj także historie o narkotykach, dzieciństwie, podróżach i złości.
Inne:
Lana del Rey - Lust for Life
Ralph Kamiński - morze
Troye Sivan - Blue Neighbourhood
MØ - No Mythologies to Follow
Dua Lipa - Dua Lipa
Disclosure - Caracal
Paramore - Riot!
Paramore - Paramore
LemON - Tu
I na zakończenie pozwolę dodać sobie dwie piosenki, które w kółko męczę:
Disclosure - Magnets ft. Lorde
P!nk - What about Us